Dwa kółka i spółka, czyli rowerem przez Mazowsze

Opublikowano: 2 stycznia 2012
Kategorie: Wydarzenia
Tagi: Brak tagów
Komentarze: Brak komentarzy

Hen w mazowieckiej krainie, na dziedzińcu ceglanego zamku w Czersku, skąpane w słonecznym blasku wędrują postacie zakapturzonych mnichów, dziewoje w różnobarwnych sukniach, chłopiny w zgrzebnych sukmanach, a przede wszystkim – dumnym okiem wodzą po zebranych rycerze najśmielsi.

Im to dziś przyjdzie stoczyć bój najsroższy, by co zacniejszy zwycięstwa zasmakować zdołał. Rozpierzchają się w popłochu małe pacholątka, przylegając do opiekuńczych swych matek łona, gdy widzą błyski mieczy raz po raz powietrza przestwór złowrogo rozcinających, gdy słyszą jęki śmiałków przyjmujących mordercze ciosy od swych rywali zacnych… Taki to widok ukazał się oczom uczestników PAKTowej rowerowej wycieczki po Mazowszu, gdy zawitali na III Turniej Rycerski na Dworze Konrada Mazowieckiego. Nie obyło się też bez innych atrakcji, z których relację zdam poniżej –  jako że byłam świeżynką na PAKTowym wypadzie, a świeżynki muszą obowiązkowo, bez wymówek i marudzenia, zgodnie z tradycją wielowiekową, swe wrażenia spisać dla potomnych. A zatem…

Wszystko zaczęło się na lekko zapuszczonej stacji kolejowej PKP Falenica, gdzie we wczesnych godzinach porannych ostatniego dnia kwietnia udało się zebrać grupie PAKTowiczów, zwartych i gotowych do wyruszenia w nieznane (albo i znane) rejony Ziemi Mazowieckiej. Zaczęliśmy dziarsko pedałować w kierunku Otwocka, zachowując przy tym jednak pewną dozę ostrożności (mroczna wizja Gosi: „Studenci-rowerzyści pod kołami TIRa, dwóch zginęło, trzech zostało rannych…”). Obserwowanie świata z perspektywy siodełka miało niewątpliwie swój urok, tym bardziej że pogoda sprzyjała nam wybitnie – bezchmurne niebo i wiosenna zieloność wkoło. Gubiąc delikatnie trasę co jakiś czas i zgarniając po drodze jeszcze dwójkę naszych cyklistów (Anię i Witka) spod Biedronki w Karczewie, przekroczyliśmy punkt graniczny, jakim był most na Wiśle, i dotarliśmy szczęśliwie do czerskich (czaderskich :P ) zamkowych niespodzianek.

Czekały tam na nas i dwie wieże do zwiedzania, o stromych schodkach i z malowniczymi widoczkami rozciągającymi się z małych okienek w grubych murach, i możliwość przypatrywania się mrożącym krew w żyłach pojedynkom wojowniczych rycerzy, zaopatrzonych w tarcze, miecze i urocze wiadropodobne hełmy, i turniej łuczniczy, gdzie pewna niewiasta elegancko wycelowała prawie w sam środek tarczy. Po godzinie zabawiania się na festynie wyruszyliśmy w dalszą drogę – czekała na nas Góra Kalwaria. Nie obyło się i bez przystanków na naszej trasie, przycupnęliśmy sobie choćby pod przydrożną kapliczką, żeby się trochę posilić, zorientować mapę czy dokonać innych twórczych czynności takich jak zrobienie hola na rower, czego podjął się dla Uli Wojtek, z właściwym sobie rozmysłem majsterkowicza. Później przyszedł czas na pokonywanie zatopionego w lesie Konstancina, gdzie powszechną aprobatę wywołał postój w lokalnym spożywczaku na lody i inne łakocie. Docierając z powrotem do stolicy od strony Lasu Kabackiego, w coraz bardziej uszczuplonym gronie (każdy wracał do domu z punktu dla siebie najdogodniejszego), minęliśmy jeszcze Park Kultury w Powsinie i tymże miłym akcentem wyprawę można było oficjalnie uznać za zakończoną.

Ech, te PAKTowe wojaże. Małe i duże. Za mną dopiero mały – zaledwie kilka godzin spędzonych aktywnie na dwóch kółkach w jakże miłym towarzystwie. Pisząc te słowa, w zasadzie bezpośrednio po powrocie z wycieczki, nie czuję jeszcze zakwasów, jakie niewątpliwie nadejdą jutro w odpowiedzi na liczbę przejechanych kilometrów w połączeniu z moim mizerną kondycją. No cóż, może i będę zakwaszona, ale na pewno nie skwaszona. Bo PAKTowe wyjazdy mogą dostarczyć tylko pozytywnych emocji i ten nasz pierwszy w żadnym razie nie powinien okazać się ostatnim.

 

Krystyna Stec

Witaj , dziś jest środa 23 sierpnia 2017